
reż. Spike Jonze
Samotny pisarz zapoznaje się z nowo zakupionym systemem operacyjnym, która ma zaspokoić wszystkie jego potrzeby.
Pastelowa wizja przyszłości.
Poprzez senne koszmary Davida Lyncha i surrealistyczne światy Stanleya Kubicka wraz ze Spikem Jonzem przenosimy się w niedaleką przyszłość. Świat przedstawiony w filmie pokazany jest w pastelowych barwach, które w prawie każdym momencie filmu są bardzo akcentowane. Kreowany na ekranie świat przyszłości to nie obraz postapokaliptycznego Los Angeles obserwowanego tydzień po wojnie nuklearnej. Wizja ta jest dobrze nam znaną rzeczywistością, tylko może w nieco bardziej zaawansowanym technologicznie wydaniu.
Zaspokojenie samotności
Nasz główny bohater Theodore Twombly jest świeżo po rozstaniu się z żoną. Rozstanie wraz z najlepszymi chwilami życia zabrało mu cząstkę siebie odpowiedzialną za uczucie szczęścia w życiu. Oddaje się on swojej dość ciekawej pracy, którą jest odpłatne pisanie listów w imieniu innych osób. Któregoś dnia postanawia sprawić sobie przyjemność kupując nowy system operacyjny o imieniu Samantha. Po kilku dniach od zapoznania się z systemem nasz bohater zaczyna czuć, że jego życiowa pustka zaczyna się wypełniać. Wraz z Samanthą zaczyna patrzeć na świat w inny, aczkolwiek bardziej zdystansowany sposób. Samantha nadaje sens jego pracy jednocześnie ucząc się od niego życia w tym świecie. Spike Jonze bez wątpienia zadbał o dialogi a długie ujęcia i ciepłe kolory wprowadzają w niepowtarzalny romantyczny klimat.
Miłość a technologia
Po dłuższym czasie nasi bohaterowie zaczynają coś do siebie czuć. Zwierzają się sobie, mówią o swoich problemach. Później już ufają sobie do tego stopnia, że są zdecydowani (jakkolwiek dziwnie to brzmi) na swoje pierwsze, wirtualne zbliżenie miłosne. Theodore bez wątpienia potrzebował kogoś, kto zrozumie jego uczucia po jakże bolesnym rozstaniu się z żoną. Kogoś, kto pomoże mu odnaleźć się w tym rosnącym w technologie świecie. Podejrzewam, że dzisiaj większość ludzi nie traktowałaby naszego bohatera, mówiącego o ,,związku z komputerem”, na poważnie. Jednak dla niego to coś, a raczej ten ktoś (ta któraś?) był kimś więcej niż systemem operacyjnym, zamkniętym w słuchawce i małym odbiorniku. Theodore był zafascynowany możliwościami Samanthy. Codziennie dzięki niej mógł dostrzec rzeczy i poznawać miejsca, o których niewiele wiedział lub nawet w ogóle nie miał pojęcia o ich istnieniu. Jednak po jakimś czasie bohater zaczyna mieć wrażenie, że miłość Samanthy do niego nie jest tą jedną jedyną.
Mimo wszystko ,,Ona” to bardzo ciekawa i przyjemna historia miłosna. Opowiedziana genialnie przy pomocy mocno akcentowanych ciepłych kolorów, odpowiednich świateł czy nagrodzonego Oskarem scenariusza. Jest to historia o świetnie uzupełniających się osobach, o ciekawym i poważnym związku i szczęściu w nim. Samantha pokazała Theodorwi na nowo piękno tego świata a on pokazał i nauczył ją, jak odczuwać emocje i żyć „po ludzku”.
Moja ocena: 10/10