Requiem dla życia

Gdy młody Paolo Sorrentino syn włoskiego bankiera spytał pewnego dnia swojej mamy kiedy się umiera. Mama dość zaskoczona pytaniem od syna postanowiła podać mu jedną z losowych  a jednocześnie jedną z najbardziej trafnych odpowiedzi. Wybrała ona odpowiedź że w wieku 100 lat. Kiedy młody Paolo usłyszał o tym, rozpłakał się i zaczął zadawać sobie pytanie: Dlaczego każdy z nas ma od życia tak mało czasu? Jednak przykra i brutalna rzeczywistość udowodniła mu że tego czasu niektórym pozostało jeszcze mniej. Jakoś 10 lat później rodzice proponują mu wycieczkę w góry. Jednak ten musi odmówić gdyż w tym samym czasie w sąsiednim mieście mecz gra jego ulubiona drużyna Napoli. Można powiedzieć że ten mecz uratował mu życie. W tym samym czasie w górskim domku wybuchł pożar w którym rodzice Sorrentino byli bez najmniejszych szans.

Podczas seansu ,,Wielkiego Piękna” wielu z was z pewnością mogło zadawać sobie pytanie jak postępować aby nasz żywot doprowadzić w idealnym stanie do końca. Wcześniej wspomniany film jest niezwykłą opowieścią przepełnioną wieloma akcentami na każdym kroku. Ale pod osłoną przepełnionego bogatymi i ciekawymi ludźmi Rzymu przewija nam się jeden akcent który w owym filmie rozbrzmiewa szerokim echem.

Rok 1998. Światowe rozgłośnie nie mogą się otrząsnąć po jakże niespodziewanym Trainspottingu. Iggy Pop czy Blur zaczynają istnieć na nowo. Jednak skupmy się nad jednym ciekawym albumem który nie został jeszcze wykorzystany w żadnym filmie i który zupełnie różni się gatunkowo od dzieł wcześniej wspomnianych artystów.

Zbigniew Preisner- znany i doceniany polski kompozytor muzyki filmowej i nie tylko wydaje we wcześniej wspomnianym roku dzieło pod tytułem: ,,Requiem dla mojego przyjaciela”. Cała koncepcja albumu zamyka się w dwóch ale jak że istotnych częściach. Część I składająca się na: organy chór i głosy solowe, napisana jest do tradycyjnych tekstów mszy żałobnej. Z wyjątkiem Lux aeterna, napisanej do tekstu polskiego, wszystkie części są śpiewane po łacinie. Nagrania dokonano w Katedrze warszawskiej w grudniu 1997 roku. Część II Życie utrzymana jest w stylu typowym dla twórczości Preisnera, dla której charakterystyczne jest wykorzystywanie śpiewu solistów i chóru, podzielona na części, które symbolizują ważne etapy życia człowieka. Pieśni wykonywane są w trzech językach: po polsku, po grecku i po łacinie. Nagrania dokonano częściowo w grudniu 1997 roku w kościele zmartwychwstańców pod wezwaniem Emaus w Krakowie, a dokończono w styczniu 1998 roku w studiu S2/S4 Polskiego Radia w Warszawie. Zaraz po premierze albumu sam kompozytor pokładał wielkie nadzieje w oprawę graficzną swojego dzieła.

Jak sam wspominał:  „Kiedyś mieliśmy pomysł zrealizowania koncertu, który byłby opowieścią o życiu. Premiera miała się odbyć w Atenach na Akropolu. Myśleliśmy o wielkim widowisku, sięgającym korzeniami tragedii antycznej. Krzysztof Kieślowski miał reżyserować, Krzysztof Piesiewicz pisać scenariusz, ja zacząłem komponować muzykę. Kiedyś planowaliśmy, że będzie to początek całej serii koncertów. Niestety, Krzysztof Kieślowski zmarł 13 marca 1998. Requiem towarzyszyło Krzysztofowi w Jego ostatniej drodze.”

Jednak po coś twórcy ,,Wielkiego Piękna” umieścili tam jeden z tych najbardziej znanych utworów z całego albumu. Podczas drugiej połowy filmu widzowie mają niepowtarzalną okazję usłyszeć jeden i moim zdaniem chyba najładniejszy utwór z całego albumu. ,,Dies irae” zawarty w części pierwszej.

,,Dies irae”- Zbigniew Preisner

Obok kilku innych utworów Zbigniew Preisner zamyka całość audiowizualną razem ze świetnie dopracowaną częścią fabularną i reżyserską. ,,Wielkie Piekno” to film z którego my, jako zwykli widzowie możemy się wiele nauczyć. Sam film był i nadal jest jakąś formą życiorysu. Zmyślonego ale jednak. Ale do tego życiorysu dochodzi jeszcze kilka punktów z przewodnika ludzkich zachowań.

Na koniec zostawiłem dla Was jeszcze jeden utwór zawarty w soundtracku do dzieła Sorrentino który wzbudzi w was niesamowite emocje niczym po skosztowaniu dobrego włoskiego wina prosto z jednej z toskańskich winnic.

Sztuka rozstania

Czasami wydaje się nam że znajdujemy się w niebie. Myślimy sobie że to co nas otacza jest istnym cudem świata który każdego dnia możemy odkrywać na nowo. Budzimy się i wiemy że nasz dzień będzie kolejną szansą na pozanie nowych ludzi, zrobienie jakiegoś dobrego uczynku czy po prostu szansą do uśmiechnięcia się do drugiej osoby na ulicy czy w popularnym barze gzieś w centrum olbrzymiej hongkońskiej aglomeracji. Te wszystie rzeczy dzięki którym mozemy chociaz przez chwile spojrzeć na ten świat trochę inaczej niż jak na narastającą siłe rutyny dzieją sie za pomocą czegoś a moze raczej kogoś…

Wszyscy wiemy że zwiazkiem możemy nazwać coś z polityki czy chociażby jakąś grupę sympatyków. Jednak chyba pierwsze nasze skojarzenie z tym zwiazane to bez wątpienia ten pomiędzy dwoma osobami. Ta niesamowita relacja między dwoma kochajacymi się sercami jest czasami mocniejsza niż nam się wydaję. Po jakimś czasie z dwóch niepowtarzalnych istnień tworzy się jedno. Swoisty nerozrywalny kompromis w którym znajdą się wszystkie potrzeby, poglądy czy może przemyślenia. Podczas gdy ta niesamowita ”chemia” zaczyna działać tworzy się wspólny język, wspomnienia, pragnienia i wszystko to czego mozemy spodziwac sie po idealnej relacjii… No wlaśnie idealna relacja. Przejdzmy może do sedna.

Bohaterowie filmu ,,Chunking Express” zdają się być całkiem zwyczajni dla nas i dla otaczającego nas świata (może z wyjątkiem jednej bohaterki). Dwaj główni bohaterowie, funkcjonariusze prawa pomagający w utrzymaniu porządku na przedmieściach dużej aglomeracjii. Jednak gdy przyjżymy się ich charakterom bardzej zauważymy że w ostatnim czasie ich dość prostego życia coś się zmieniło. Coś co zmieniło ich pogląd na świat spraw sercowych i uczuciowych. Mówiąc krótko: obu zostawiła druga połówka. Zapytacie pewnie dlaczego? Według mnie jednak tą kwestię możemy sobie na razie odpuścić. Póki co twórcy postanowili się skupić na ich podejściu do owego rozstania. Pierwszy wydaje się być przywiązany do drobiazgów. Dlatego mile widziany stał się dość ciekawy i humorystyczny wątek z puszkami ananasa. Drugi natomiast stara się o to aby ktoś go wysłuchał. Podzielił razem z nim ten nieodpuszczający ból istnienia. Tak własnie trafił do pewnego fastfoodowego baru który później stanie się jak że istonty dla reszty jego egzystencji.

Jednak po tych emocjonalnych przejściach nasi dwaj funkcjonariusze nie poddają się i postanawiają dalej podążąc za głosem serca i porządania. Dla pierwszego bohatera dla którego ważna była symbolika i wszelkie daty, dziewzyna nie miała być kimś z kim z pewnością miał by zamiar spędzić resztę swojego życia. Może chciał on poprostu udowodnic sobie i innym że jescze na tym świecie jest jakieś samotne serce czekające na jego uczucie. Mimo wszystko jednak udaje mu się je znaleźć. Był to swego rodzaju sukces gdyż pozanie owej tajemniczej nieznajomej miało miejsce w dniu jego 25 urodzin. Gdyby twórcy nie zrobili z filmu dwóch, osobnych historii to podejrzewam że cała fabuła miała by o wiele mniej sensu. Podczas ogłądania miałem wrażenie że bohater drugiej historii uczył się na błędach poprzedniego. Jednak w przypadku drugiej hisorii to ta druga, nie poznana wcześniej połówka bohatera miała większe znaczenie. Podczas sesji mentalno-egzystencjalnych w towarzystwie firmowej sałatki i właściciela baru, pojawia się postać pewenej dziewczyny. Jest ona albo raczej wydaje się być zafascynowana bohaterem w każdym, możliwym stopniu co nawet prowadzi do lekkiego wykroczenia prawa. Dręczy ją to że bohater po tylu wizytach w barze wciąz jej nie dostrzega i nawet nie próbuje odwzajemnić darzonego przez nią uczucia.

Więc co w końcu z tym rozstaniem? Z jednej strony mieliśmy człowieka dla którego związek był dodatkowym poziomem stresu w życiu. Innego dręczyło sumienie oraz uczucie niespełnienia w przelotnym romansie z stewardessą. Może i w filmie nie było to pokazane aż tak dokłdanie ale dla tych bohaterów roztanie było istną grą na emocjach w którą obu szło raz lepiej a raz gorzej…

Moja ocena: 9-10

Głównie z aspekty wizualne ale rówież za całokształt fabularny. Gdydby można by dalej rozwinąć wątek pierwszej historii byłby to film naprawdę godny polecenia.

Kultura vs. Koronawirus

Jakieś parę miesięcy temu wszystkim nam żyło się spokojnie i normalnie. Każdy mógł wyjść na dwór czy do sklepu. Nie było żadnych obostrzeń ani rystrykcjii. Jednak w marcu kiedy jeszcze nikt niczego nie podejrzewał epidemia zaczęła się powiększać.

To wszystko stało się tak nagle i niespodziewanie. Artyści mieli już zaplanowane koncerty, spotkania z widzami, nowe pomysły na płyty do zrealizowania a reżyserzy tacy jak Christopher Nolan czy chociażby twórcy nowej części przygód agenta 007 nie mogli się doczekać premiery swoich najnowszych dzieł. Jednak podejrzewam że poza oczywiście niewyobrażalnymi stratami finansowymi artyści stracili jednak coś więcej. To coś to publiczność na ich koncertach, ludzie spotykani podczas kariery czy ogromna możliwość doświadczeń na swojej artystyczny drodze życia.

Żeby mówić o tym że branża kulturowa całkowicie upadła trzeba żyć gdzieś w innym wymiarze. Cały świat kultury, kinematografii i wszelkiej publicystyki przeniósł się w ogromną niczym czarna dziura otchłań internetu i świata internautów. Okazało się że wcale nie trzeba rezygnować ze swoich dotychczasowych planów. Bowiem wszelkiej maści twórcy kultury postanowili obrócić to wszystko w okazję do pokazania światu czegoś nowego. Jakiejś innej formy dzielenia się emocjami ze słuchanych albumów granych na żywo czy pokazania po prostu że aby zrobić coś co zapamiętają miliony ludzi nie potrzeba dużej sceny. Wystarczy jedna kamera, jedną transmisja na żywo a czat wideo może zapełnić się najlepszymi emocjami wpisywanymi w klawiaturę z których płyną pozdrowienia, słowa wsparcia czy chociażby podziękowania z mozliwosc spędzenia wieczoru z osobami na których normalnie nie mielibyśmy czasu ani pieniędzy aby zobaczyć ich na żywo.

W kwietniu tego roku miało miejsce pewne epokowe według mnie wydarzenie w dziejach współczesnej muzyki i nie tylko. Koncert ,,One World together at home” był nie tylko wydarzeniem który zrzeszał fanów muzyki na całym świecie ale również pokazywał moc jaką dają wszelkie koncerty charytatywne. Podczas całej transmisji zbierano pieniądze na pomoc dla osób chorych na COVID-19. To chyba był ten jeden z piękniejszych pokazów tego jakaa siła drzemie w muzyce i w ludziach którzy ją tworzą.

Ale nie skończyło się tylko na muzyce. W toku pandemii stacje telewizyjne i inne podobne media umożliwiły nam przypomnienie sobie epokowych wydarzeń kulturowych i sportowych jak zrobiło to NBA udostępniając wszystkie mecze poprzedniego sezonu. Jednak wróćmy na chwilę do sfery pisanej nutami. W kwietniu zapadła decyzja o odwołaniu wydarzenia na które zawsze oczekuję z niecierpliwością. Mowa tu o Konkursie Piosenki Eurowizji. Decyzja była niewątpliwie słuszna ale twórcy jednego z największych muzycznych widowisk na świecie nie postanowili zostawić swoich wiernych fanów na lodzie. W dniu w którym miał odbyć się wielki finał postanowiono zorganizować coś równie ciekawego a mianowicie koncert ,,Europe Shine a Light” który był czymś w rodzaju koncertu z różnego rodzaju zapewnianymi przez twórców atrakcjami.

No dobra może wróćmy do nam bliższych klimatów a mianowicie do Polskiej sceny muzycznej. Powstał wtedy pewien ciekawy projekt charytatywny #hot16challange do którego dołączali się kolejni polscy artyści a takie festiwale jak ,,Męskie Granie” czy chociażby uwielbiany ,,Pol and’ rock” przeniosły się w eter.

Podsumowując. Trudne czasy jakie nastały pozwoliły nam patrzęć na ten świat z zupełnie innej perspektywy. Wtedy możemy znaleźć czas na to aby w końcu przesłuchać tą płytę którą kiedyś dostaliśmy od kogoś i nie mieliśmy okazji do niej w ogóle zaglądać. To czas na to aby obejrzeć w końcu ten film który chodzi za nami tak długo ale nigdy nie mamy czasu aby się nim spokojnie cieszyć, a z happyendu jak nigdy przedtem. To jest ten czas kiedy osoby których nie mamy na codzień oczekują naszego wsparcia w tych trudnych czasach a telefon do nich może stać się dla nich jak i dla nas czymś co może inaczej nam spojrzeć na to wszystko. Ciekawe jest również to że potem pewnie będziemy opowiadać o tym swoim dzieciom które nie musiały doświadczać tych czasów co my. Można również powiedzieć że na naszych oczach rodzi się coś nowego. Światowa szeroko pojęta kultura przechodzi właśnie okres kiedy będzie tym jednym i tym niepowtarzalnym. Będzie tym który w trudnych czasach epidemii zachęcał do życia miliony serc wrażliwych na sztukę i kulturę. Już za parę lat każdy wydany album podczas kwarantanny będzie tym jedynym i niepowtarzalnym o którym potem będą mówić przyszłe pokolenia a my słuchając ich będziemy wracać do tych chwil,w których wiedzieliśmy że było ciężko ale i tak nie poddaliśmy się i przetrwaliśmy ten trudny czas z uśmiechem na ustach i chęcią do życia w nowym lepszym świecie.

Hair- musical którego potrzebujemy dzisiaj..

Przeszło 10 lat po premierze musicalu ,,Hair” na Brodwayu Miloš Forman podejmuje się nie lada zadania aby stworzyć filmową adaptację tego jakże wspaniałego dzieła.

Claude Bukowski przed powołaniem do służby wojskowej w Wietnamie przybywa na parę dni do Nowego Jorku. W Central Parku spotyka grupę hippisów którzy pomagają mu spędzić te parę dni jak najlepiej.

Reżyser w umiejętny sposób łączy ze sobą wstawki taneczne, ponadczasowe piosenki, najbardziej realistyczne sny w ubrany w tło historyczne Wojny w Wietnamie kalejdoskop. Bez wątpienia jednak za cały klimat i charakter artystyczny odpowiadają hippisi. Film nawiązuje do wcześniej wspomnianej już kultury dzieci- kwiatów z lat 60 i porządku 70. Jednak to co mnie najbardziej urzekło to siła i niesamowita determinacja do prowadzenia swojego życia w przyjaźni i poczucie wspólnoty i wyzwolenia.

Zacznijmy od tego że według mnie i podejrzewam że nie tylko nie ma takiej drugiej siły na świecie która potrafiłaby w taki sposób jednoczyć ludzi, łagodzić wszystkie konflikty i po prostu dawać radość. Tą siłą jest niepowtarzalna i najmocniejsza siła muzyki. Zresztą możemy zauważyć to na każdym kroku. Spójrzmy chociażby na pierwszy lepszy koncert. Wystarczy tylko jedno wyjście artysty na scene a publiczność od razu zaczyna śpiewać. Ludzie przyjaźnią się ze względu na swój gust muzyczny a czasem nawet z jego pomocą znajdują swoją drugą połówkę. Twórcy poprzez drogę kultury postanowili przekazać swoim widzom w sposób niesamowicie bogaty kulturowo cudowny manifest pokoju który wpisywał się idealnie w realia życia młodych ludzi których celem była wyprawa do Wietnamu.

Jednak chyba największa siła drzemie w tym że to właśnie prości ludzie którzy nie mają pieniędzy pracy czy wykształcenia potrafią przekazać tak ważne wartości w sposób który jest w stanie dotrzeć do wszystkich. Może rzeczywiście cały film jest trochę przerysowany i mało realistyczny ale z niego najlepiej jest wynieść jednak przesłanie. Przesłanie które jest proste ale jednocześnie trudne aby je realizować. Tym czymś jest pokój na świecie.

Mamy rok 2020. Wojny i konflikty zbrojne wciąż trwają. Świat nie przestaje informować nas o kolejnych doniesieniach na temat zamieszek na tle rasowym i etnicznym. Na całym świecie wielu ludzi codziennie jest dyskryminowanych. Twórcy bez wątpienia chcieli aby ta wiadomość do ludzkości którą stworzyli dobre 30 lat temu wciąż grała w nas i przypominała o tym że najważniejszy jest dobry stosunek do drugiego człowieka i nieważne jaki ma kolor skóry czy skąd się wywodzi. Moim zdaniem w obecnych czasach przydałby się podobny musical opisujący nasze codzienne standardy i niosący ze sobą coś co będzie przypominać nam o tym że każdy z nas jest człowiekiem i każdemu należy się szacunek. Powinniśmy stworzyć taką swoistą wiadomość która doczeka się przyszłych pokoleń i która będzie przypominać im o tym jak żyć dobrze i zapobiegać wszelkim konfliktom. W dzisiejszych czasach nie brakuje piosenek czy filmów z dużym i mocnym pokojowym przesłaniem. Co gdyby tak połączyć to wszystko w jedno i stworzyć dzieło które byłoby odpowiednikiem tego wspaniałego musicalu?

Nowe wyzwanie Woody’ego Allena

Rok 1977. Na ekranie pojawia się pewna postać której Woody Allen będzie wierny przez kilka następnych swoich filmów. Tą przypadłość można określić jako ,,Miejski Neurotyk” który w filmie p.t ,,Annie Hall” zwie się Alvy Singer.

Główny bohater mieszka w Nowym Jorku i występuje jako komik w telewizji. Obecnie w jego życiu prywatnym panuje chaos tuż po rozstaniu ze swoją przyjaciółką Annie Hall. W prowadzonych przez siebie retrospekcjach przeżywa po raz kolejny swoją wielką miłość i odkrywa na nowo swoje zapomniany dzieciństwo oraz próbuję doszukać się przyczyn rozstania.

Alvy nasz główny bohater zwraca się do widzów z ironią oraz z żartobliwą zgryźliwością aby opowiedzieć im na przykład co myśli na temat otaczających go intelektualistów.

Po dłuższym zapoznaniu się z naszym głównym bohaterem możemy zaliczyć go do grupy cierpiących na depresję intelektualistów uwalniających w miejskiej dżungli Manhattanu swoje fobie i dziwactwa.

,,Annie Hall” o dziwo zdobywa aż 4 Oscary. jednakże podczas ceremonii wręczania nagród Woody Allen którego większość już wtedy znała ze skrajnego braku szacunku dla Akademii Filmowej oraz Hollywood nie pojawił się na ceremonii. sam film przyniósł budżet około 25 milionów dolarów wpływów i stał się z technicznego i handlowego punktu widzenia najlepszym filmem Allena. Chociaż moim zdaniem to drugim najlepszym zaraz po ,, Manhattanie”

Nietypowy odcinek typowego serialu.

Nie tak dawno postanowiłem opisać jeden ze swoich ulubionych seriali jakim jest ,,Z Archiwum X”. Typowy serial kryminalny z lat 90-tych ale tym razem wraz z równie popularnym ,,Twin Peaks” zmienili oni oblicze ówczesnej popkultury.

Poprzez 11 sezonów ,,Z Archiwum X” przewinęło się wiele różnych tak zwanych zwyklych odcinków ale gdzieś pośród 5 sezony pojawił się wyjątek

Zacznijmy od tego że twórcy odcinek po jakże ciekawym tytułem ,,Post- modernistyczny Prometeusz” postanowili przedstawić w czarno białych barwach. To jeden z tych elementów który wpływa na klimat podobny do tego który kiedyś przewijał się przez horrory które zapoczątkowały swój gatunek.

Fabuła przypomina jakby powieść opowiadaną z pokolenia na pokolenie dzieciom które swoim zachowaniem zasłużyły na wysłuchanie jej przed snem. Jest to coś w rodzaju opowieści za czasów czarownic z Salem, z akcentami mrocznych dokonań doktora Frankensteina oraz dość niespodziewanie zastosowaną popularna muzyka lat dziewięćdziesiątych którą nasz ,,Monster of the week” lubi słuchać. Mimo wszystko cieszę się że udało się stworzyć coś nietypowego, co może pomóc niektórym w odkryciu tego serialu na nowo i mieć nadzieję że takich ciekawych odcinków może powstać jeszcze więcej albo natrafią na nie podczas dalszego odkrywania spisków rządowych wraz z Agentami Mulderem i Scully.

,,Requiem dla snu”- wkraczając w pustkę poprzez igłę strzykawki…

Reż. Darren Aronfsky

Historia czwórki bohaterów, dla których używki są ucieczką przed otaczającą ich rzeczywistością.

Białe szaleństwo które w jednej chwili odpręża, pozwala zapomnieć o problemach czy po prostu przenosi w nowy, ciekawszy  i lżejszy świat. Jednak ta nieokiełznana używka może doprowadzić nas do decyzji której skutki mogą stać się już nieodwracalne. A przecież to miał być ten jeden raz, tak na spróbowanie. Jeden raz który może prowadzić do depresji, choroby czy śmierci czy jak w przypadku naszego głównego bohatera amputowania kończyny.

Pierwsze skojarzenia jakie przychodzą mi na myśl o ,, Requiem dla snu” to bez wątpienia pustka, depresja czy po prostu czara dziura zatopiona w chorobliwej i zgubnej nadzieji o udziale w programie telewizyjnym czy tak zwany głód narkotykowy który zmusza do próbowania nowych, coraz bardziej niebezpiecznych środków psychoaktywnych.

Dzieje się tak za sprawą szybkiego i dobrze zrobionego montażu. Za sprawą wcześniej wspomnianego montażu doświadczamy tej samej rutyny co nasi bohaterowie biorący co dziennie tą samą pigułkę. Po czasie ukryte w psychice głównych bohaterów duchy zaczynają prześladować również nas za pośrednictwem realistycznie prowadzonej kamery i mocnym otaczającym nas z wszystkich stron elektryzującym soundtrackiem.

Moja ocena: 9/10

,,Noc na Ziemi”- jak zwiedzić świat w jedną noc?

Reż. Jim Jarmush

5 różnych historii rozgrywających w taksówce w różnych miejscach na ziemi

Kolejny raz miałem przyjemność nacieszyć się świetnie wyreżyserowaną i niesamowicie pomysłową antologią. Tym razem reżyser ,,Kawy i Papierosów postawił na zmotoryzowane fabuły w postaci osadzenia jej w świecie taksówkarzy i ich różnorodnych pasażerów.

Podobnie jak w ,,Kawie i Papierosach” pasażerowie i taksówkarze są z pewnością odzwierciedleniem pewnych ludzkich emocji i zachowań które dobrze znamy. Trzeba przyznać że ogromną rolę w przedstawieniu bohaterów gra tutaj kontrast. Pokazanie bogatych ludzi wkraczających w mniej komfortowy dla nich świat niższej klasy społecznej. Przykładem tutaj może być to jak taksówkarze czasami potrafią być dość brutalnie potraktowani przez swoich pasażerów. Ale nie brakuje tutaj również miłych ciekawych przypadków nowej relacji jakiej możemy doświadczyć podczas tej jakże niezapomnianej podróży z punktu A do punktu B

W ,,Nocy na Ziemi” takie elementy jak świetny montaż, idealny dobór aktorów czy po prostu sam pomysł na fabułę sprawiają że jest to film który może zagwarantować nam uśmiech na twarzy nie raz ale i nie jedną lekcje życia opowiedzą przez przedstawione tam sytuacje.

,,Marzyciele”- gdy rodziców nie ma w domu…

Rodzeństwo Isabelle i Theo pod nieobecność rodziców proponują amerykańskiemu studentowi, by z nimi zamieszkał.


Po obejrzeniu pierwszy raz tego filmu zdałem sobie sprawę że jest on pewnego rodzaju hołdem w stronę starego francuskiego kina z lat 60 i 50. Młodzi bohaterowie wymieniają poglądy na temat kina, polityki, muzyki, nawiązując stopniowo coraz silniejszą nić sympatii. Film ten powinien znaleźć się na liście każdego kinomana którego interesują filmy z początku XX wieku. Poza tym koniec lat 60 był specyficzny dla francuskiego kina za pośrednictwem wprowadzenia pewnych zmian i nadania nowych filmowych wytycznych.

Nasz główny bohater Matthew po przeprowadzce do Theo i Isabelle ma swoje można powiedzieć 3 fazy. Na początku jest dość zakłopotany stylem życia rodzeństwa. Dziwią go i niepokoją ich gry związane z filmami, poglądy na temat polityki i muzyki a także chęć poznawania nowych doznań seksualnych. Później po jakimś czasie a właściwie po jednej zapamiętanej nocy spędzonej z Isabelle zaczyna się z nimi utożsamiać i poznawać ich ciekawy i dość niespotykany styl życia. Świat w którym żyją Theo i Isabelle zaczyna się stawać bez problemowy. Przestaje przeszkadzać im to co zjedzą na śniadanie czy w co się ubiorą i czy wogóle. Ich styl życia może być podobny do rozwijającej się w tych czasach kultury Hipisów zaczerpniętej wprost z Ameryki do romantycznej i charakterystycznej dla Paryża starej i przestronnej kamienicy przypominającej pałac w sercu miasta.

Jednak po jakiś czasie Matthew zaczyna mieć dość takiego bezstresowego życia ponieważ jego współlokatorzy w pewnym momencie zaczynaj według niego trochę przeginać. Nasz główny bohater postanawia sprowadzić ich na ziemię a w szczególności Isabelle która zdaje się coraz bardziej uzależniać od zdania swojego brata. Zapominając o tym co dla niej ważne i o zwykłym świecie dziewczyna zaczyna powoli doprowadzać się do szaleństwa. Podczas gdy w środy nocy bohaterowie słyszą za oknami krzyki protestujących na jakże ważny dla nich temat da się zauważyć jak silna jest między nimi różnica zdań i poglądów i smutne jest to że, przez ten cały czas zżyli się ze sobą bardzo mocno. Nie przeszkadzała im już prywatność i jej brak czy to że znali oni swoje największe sekrety.

,,Marzyciele” to film który oddaje całą swoją moc i hołd francuskiej i światowej kulturze. Podobnie jak w ,,Amelii” ogromną rolę odgrywają tutaj ciepłe, bajkowe kolory. Jest to film trudny ale nie mniej ciekawy, więc ja z wielką przyjemnością polecam go każdemu kto ma zamiar odbyć sentymentalną podróż do pięknego, czasami dziwnego i zaskakującego świata młodych ludzi walczących o kulturę.

Przemowa która została zapamiętana.

Od czego to się zaczęło?


Dyktator Adenoid Hynkel chce powiększyć swoje imperium, podczas gdy żydowski fryzjer próbuje uniknąć prześladowania związanego z nazistowskim reżimem.

Chaplin jest jedna z niewielu gwiazd niemego kina, która odniosła sukces w kinie dźwiękowym. Rewolucja, jaką przyniosło udźwiękowienie filmu, nie tylko odesłała na przymusową emeryturę całą rzeszę wybitnych aktorów kina niemego, ale przede wszystkim zmieniła całe podejście do obrazu, montażu i gry aktorskiej.

Wciela się w dwie role:  groźnego, groteskowego Adenoida Hynkela oraz poczciwego żydowskiego fryzjera, którego z dyktatorem Tomanii łączy jedynie podobieństwo w wyglądzie. Niektórzy już mogą się domyślić że z pewnością dojdzie do zmiany ról. Warstwa liryczna jest dość ciekawą kwestia bowiem cały krwawy i mroczny obraz drugiej wojny światowej jest przedstawiony z dużą ilością satyry. Wystarczy tutaj wspomnieć słynną i po wielokroć cytowaną scenę z globusem. Jednak na końcu wszytko się zmienia i tutaj właśnie dochodzimy do meritum.

Mocne i prawdziwe słowa

Z jednej końcowych scen filmu Chaplin wzięty za dyktatora Tomanii ma wygłosić przemówienie jako wódz narodu który ma zagrzać swoich zwolenników do walki. Tymczasem jako poczciwy fryzjer postanawia wykorzystać tę okazję w zupełnie inny, ważny i prawdziwy sposób. Jego tak zwane ,,5 minut” stało się nadzieja na lepszy świat i na lepsze jutro.
W swoich prostych a jakże ważnych słowach nasz bohater zawiera całą prawdę między innymi o wolności, piekle wojny czy o poszanowaniu dla godności ludzkiej.

,,Hate and memory will pas and dictators die”- tak właśnie chciał zagrzać do walki tych którzy całkowicie już stracili nadzieję.

,,Don’t give yourself to this unnatural Man, machine Man and machine minds and machine hearts”- pokazuje że każdy z nas jest wyjątkowy, nie jest maszyną tylko człowiekiem myślącym który może myśleć samodzielnie i dostrzegać piękno tego świata.

Ponadczasowy temat

Mimo iż od premiery dyktatora minęło więcej niż 70 lat film ten wraz z końcowa sceną jest do dzisiaj uznawany za ponadczasowy. Jednak podejrzewam że to właśnie ta ostatnia, najbardziej emocjonalna scena przemówienia została najlepiej zapamiętana. Jednak jest pewna kwesta która mnie najbardziej zainteresowała. Chodzi o wykorzystanie słynnego przemówienia w dziełach kultury a konkretnie w muzyce. W 2014 roku do londyńskiego studia Abbey Road zawitał wraz orkiestrą artysta którego cenię za piękny głos i piosenki budujące
niesamowity klimat. Paolo Nutini podczas sesji koncertowej w studiu, w niepowtarzalnym utworze Iron Sky postanawia zawrzeć najważniejszy  fragment wcześniej wspomnianej mowy. Sama piosenka również jest swojego rodzaju przemową czy może szczerym wyznaniem brutalnej i smutnej prawdy oraz przedstawia nam obraz smutnej i niestety prawdopodobnej wizji przyszłości.

Paolo nie był jednak jedyny, bowiem pewien znany brytyjski zespół również postanowił zawrzeć. fragment mowy Chaplina. Mowa tu o zespole Coldplay i o pioseence ,,A head full of dreams” do której teledysk zrealizowało nie mniej znane studio Parlophone. Cała piosenka jak z resztą album o tym samym tytule jest czymś w rodzaju muzycznej motywacji. Chodzi tu o realizowanie swoich pomysłów oraz o to że nie należy rezygnować z marzeń. Te dwa dzieła świetnie uzupełnia to jedno i chyba moje ulubione zdanie z całej mowy:
,, You are the people to have a power, to make this life real beautiful, to make this life a wonderfull adventure”

Przemowa Charliego Chaplina jest czymś w rodzaju hymnem, wiadomością dla ludzkości o której nigdy nie powinnyśmy zapominać a w szczególności w tych trudnych czasach jakie teraz nastały. Amerykanie tworzac to dzieło ciężkich czasach wojny zwracali uwagę na jakże ważną
dla nich  kwestię godności ludzkiej.  Nie zapominajmy o tym że jesteśmy to właśnie my jesteśmy tymi którzy mają tą niepowtarzalną moc uczynić życie pięknym i niepowtarzalnym i abyśmy nie stali się robotami uwięzionymi w jednym miejscu. Szanujmy innych, nawet jeśli są oni odmienni, szanujmy życie i świat który nas otacza. Większość tych rzeczy bez wątpienia sprawi że nie stracimy wiary w ludzi i siebie a na pewno będzie nam się lepiej żyło.